piątek, 19 października 2012


ROZDZIAŁ I

ODLICZANIE


Miesiąc do końca świata

              Kiedy próbował pozbierać myśli i uporządkować to, co się stało, wciąż nie mógł ustalić niektórych ważnych faktów. Podchodził do tego zadania wielokrotnie, a pytania, które stawiał, z czasem zaczęły się zmieniać. Nie zastanawiał się już, kto go sprzedał. Nie tworzył w myślach listy ludzi, którym się naraził. Wciąż odtwarzał w pamięci film z chwili, kiedy zdrada została przypieczętowana, ale już nie próbował sobie wmówić, że mógł tego uniknąć. Że mógł to przewidzieć. Że mógł uciekać. Porzucił bezsilną furię, która darła go pazurami od środka jak zaszyte żywcem zwierzę. Trochę dłużej zajęło, nim stopiła się bryła lodu otaczająca jego serce - przeraźliwie zimna żądza zemsty. To minęło. W jego ciele rozluźniły się spięte do bólu mięśnie, a myśli stały się niemal obojętne. Niemal. Jedno pytanie nie odeszło nawet wtedy, gdy zupełnie stracił zainteresowanie swoją sytuacją. Wracało, kiedy leżał na plecach z rękami pod głową, wpatrując się w biały sufit. Obserwował je wtedy leniwie, obracał w myślach, niespiesznie analizował. Pierwszy w życiu miał czas, by się zastanawiać nad czymś tak długo. Zadziwiało go to, jak wiele rozmyśla.
             Może to dlatego, że w więzieniu wszystko trwa bardzo długo? Kiedy tylko minął szok pierwszych dni, zaczął to rozumieć. Każda czynność była rozciągnięta. Każda chwila rozwleczona do granic możliwości. Czas deformował się i rwał jak piosenka odtwarzana na walkmanie o wyczerpującej się baterii. Prowadzący rozmaite zajęcia - gimnastykę, koło dyskusyjne, warsztaty artystyczne, jakąś katechezę - ze wszystkich sił próbowali przerwać ten proces i przywrócić czasowi jego normalny bieg. Na próżno. Nawet kiedy biegał dookoła spacerniaka, nie czuł upływu czasu, tak samo jak nie czuł zmęczenia. Jego umysł powracał do pytania, które zawsze czaiło się w głębi czaszki. Biegł wtedy coraz wolniej, pokasłując i nie patrząc pod nogi. Wreszcie zatrzymywał się - zgięty w duszącym kaszlu, ale ciągle obojętny. Interesowało go tylko jedno. Kiedy krąg zaczął się zaciskać?
            Im dłużej porządkował wspomnienia, tym bardziej przesuwał do tyłu granicę, od której wszystko zaczęło iść źle. To, co początkowo było nagłą odmianą losu, stawało się w jego głowie logiczną konsekwencją wielu wcześniejszych decyzji. Chociaż tak naprawdę zobaczył policjantów dopiero, gdy stali nie więcej niż dwadzieścia metrów od niego, w jego snach wyglądało to inaczej. Byli tam zawsze, w mroku za jego plecami. Krąg zaciskał się od dawna, jak pętla na szyi, na początku luźna i zupełnie nieprzeszkadzająca, łatwa do zrzucenia w każdej chwili. Później, gdy zaczęła być nieprzyjemnie ciasna, nie dało się już zdjąć jej przez głowę. Szarpanie się tylko zaciskało sznur, ostry sznur tnący skórę. Był osaczony, skazany. Przywiązany do tego miejsca jak pies.
            Budził się wtedy, i to były jedyne chwile, kiedy czas przyśpieszał. Dyszał ciężko, łapiąc powietrze otwartymi spazmatycznie ustami. Próbował sobie wmówić, że nic gorszego już go nie spotka, że już po wszystkim. Ale gdzieś w głębi skręconego z bólu żołądka wiedział, że krąg się zaciska. Nie wiedział jeszcze tylko, co to za krąg.
Nie zdążył wtedy złapać i zrozumieć tego nieuchwytnego przeczucia. Rankiem znikało, ustępując miejsca zwykłej obojętności, a czas znowu zwalniał. Może gdyby mógł porozmawiać z więziennym psychologiem nocą, umiałby dobrać właściwie słowa i ostrzec go, ostrzec wszystkich. Ale za dnia już niczego się nie bał. I nawet jeśli było jakieś zagrożenie, nie chciał ratować przed nim ani siebie, ani świata.
         Lekarz osłuchał jego płuca, pielęgniarka pobrała krew, ktoś zmierzył mu temperaturę. Nie pamięta, kto pierwszy patrzył na niego tym charakterystycznym wzrokiem, w którym walczyła surowa, profesjonalna obojętność, smutek i jakby oskarżenie. Jak mógł się doprowadzić do takiego stanu? Dlaczego musiał sprawiać problemy?
- Nie byłeś szczepiony, co? Mój Boże, tego nam tutaj brakowało. - powiedział lekarz.
- Ma pan depresję. - powiedział psycholog.
          Nie wiedział, na jakim oddziale go umieszczono. Jego pokój był jasny i pachniał kwiatami. Nigdy nie obrócił głowy na bok i nie spojrzał, czy naprawdę na stoliku stoją jakieś kwiaty, czy to tylko zapach płynu do podłóg. Tak samo nie interesowało go jedzenie, które przynosiła czarnoskóra pielęgniarka, połyskująca srebrnymi oprawkami okularów. Nie dawała mu spokoju i jadł kilka kęsów, zanim pozwoliła mu łyknąć tabletki. Niektóre z nich działały, bo z czasem polubił jej towarzystwo. Nadal nie rozglądał się po pokoju, ale podnosił wzrok, gdy przysiadała na skraju jego łóżka i mówiła. Po dziś dzień nie może sobie przypomnieć, o czym właściwie gadała. Pamięta tylko słońce wlewające się przez okno, jej ciepły, żywy głos i zapach kwiatów. Krąg się zaciskał, ale już nie budziło go to w nocy. Spał spokojnie, nie oczekując dłużej na koniec świata.
Jego świat się skończył.